Poszukiwałem zatrudnienia jako model
1. Najpierw dążyłem do tego, pracować na wybiegu, oglądać atrakcyjne kobiety z branży i chodzić najbardziej rozpoznawalnych projektantów. Lecz kiedy pojawiła się propozycja pracy w charakterze fotomodelka w sesji zdjęciowej firmy wypuszczającej na polski rynek nowy jogurt, decyzję podjąłem bardzo szybko – przyjmuję. Zdjęcia miały się odbyć w studiu fotograficznym w wieżowcu nieopodal mojej dzielnicy. Kiedy do niego wszedłem zdumiały mnie AC no i ilość specjalistycznego sprzętu całkowicie przygotowanego do startu zdjęć. W środku była trójka osób – najważniejszy fotograf, makijażystka oraz specjalista od scenografii oraz ustawienia oświetlenia – jak się później dowiedziałem będący w największym stopniu odpowiedzialny za sukces sesji. Poinformowano mnie, że zdjęcia
2, do których jestem zatrudniony ma być wykorzystane do reklam zewnętrznych oraz tych ukazujących się mediach drukowanych. Przedmiotem reklamy miał być jogurt dietetyczny dlatego w scenografii znajdowały się chmury błękit, trawa łączone z przyrodą. Patrzyłem w obiektyw aparatu przez większość czasu z uśmiechem na ustach dzierżąc w dłoni łyżkę z porcją jogurtu, który jak na mój gust nie wyróżniał się na tle konkurencji. Moim zadaniem było w w jak najdoskonalszy sposób wyrazić swój niepohamowany zachwyt nad nowym jogurtem. Ja się delektowałem, a fotograf strzelał foto. Łatwizna, i to za dobrą płacę. Całość trwała kilka godzin. Po zakończeniu zdjęć nie mogłem skierować wzroku na jogurt przez kolejnych kilka tygodni. Foty miały ulec zmianom w fotoskopie, by zostać nadesłane zleceniodawcy a po jego ewentualnym zatwierdzeniu agencja reklamowa miała wymyślić hasło reklamowe i przedstawić inne szczegóły kampanii reklamowej. Billboardy ze mną pojawiły się na ulicach po kilkudziesięciu dniach, zupełnie jak jogurt. Rezultatów jego sprzedaży nie pamiętam lecz wiem, że zdjęcia reklamowe to łatwizna.